Tato, to jest porwanie dla okupu, macie zebrać 350 tysięcy dolarów.
Gdy po dłuższej rozmowie odważyłem się zapytać: – Wierzycie, że Krzysztof jeszcze żyje? – Danuta Olewnik nie ukrywała zdenerwowania.
– Jak można wątpić? – odpowiedziała z wyrzutem, sięgając po chusteczkę. Jej ojciec wydawał się bardziej opanowany, jakby pogodzony z losem. Może zahartował się w bojach na biznesowym polu, a może pilnował się, bo lekarze zalecili mu spokój po operacji. Machnął więc tylko ręką i wzdychając: – To droga przez mękę.
– On już jest wypalony – powiedział mi nazajutrz jeden z jego znajomych. Od czasu, gdy zdarzyło się nieszczęście z synem, minęło ponad pięć lat.
Poproszę dowód rejestracyjny wozu
Magnetofon Danuty zapisał jej rozpaczliwe wołanie do brata : – "Krzysiu, zrobimy wszystko, tylko proszę, poproś tych panów, żeby już skończyli! W każdej chwili jesteśmy gotowi do wyjazdu, w każdej chwili! Tęsknimy bardzo, wszyscy tęsknią, rodzice żyją tylko tym, że wrócisz. Chcemy zakończyć to jak najszybciej, zrobimy wszystko... Halo, halo, halo..." -– jej głos zanika, gdy próbuje nawiązać łączność z niewidzialnym bratem.
Bardzo jest z nim związana. Jeździli razem na wakacje, a gdy Krzysztof zamieszkał osobno, umawiali się codziennie choć na chwilę w Płocku, potem ją odwoził. I często dzwonił do domu; opowiadał o sobie, wszystko musiał wiedzieć o nich, nawet takie drobiazgi: a co właśnie jedzą, jak zdrowie…
– Jemu wiodło się lepiej niż nam – zauważa Danuta, dziś już mężatka, nieco starsza od jedynego brata. – My z siostrą byłyśmy za nauką, a Krzysztof bardzo wcześnie wziął się za biznes, miał do tego głowę. I temperament. W gospodarstwie ojca, które ma 800 hektarów, a i w rodzinnej firmie, zawsze go było pełno. Zaraz po maturze razem z Jackiem, swoim przyjacielem, założyli firmę handlu stalą i bardzo dobrze im szło. Obok naszego siedziska zbudował, z pomocą rodziców, dom. Miał dziewczynę i swoje prywatne życie, ale ciągle trzymaliśmy się razem.
A potem usłyszeli w prokuraturze opinię: – "To samouprowadzenie". Do dzisiaj te słowa bolą, zwłaszcza, że to Danuta była podejrzana o współudział w rzekomym porwaniu brata. Ale w końcu prokurator się z tego wycofał.
Ile razy musieli szczegółowo analizować najmniejszy nawet szczegół z serii zdarzeń jesienią 2001 roku? Odtwarzać drobne fakty, by połączyły się w łańcuszek przyczynowo-skutkowy? Zastanawiać się – czy, gdyby postąpili inaczej, wykonali dodatkowy telefon, może wszystko potoczyłoby się inaczej?
Drobin pod Płockiem. Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa ma tam jedną z największych w Polsce przetwórni mięsa. Prawdziwy bamber.
Jakiś czas przed decydującym zdarzeniem mundurowi zatrzymują na drodze młodego Olewnika i jego biznesowego partnera. Dowód rejestracyjny wozu? – zostawili w domu. Ale są blisko swojego zakładu w Płocku, więc mogą zaraz dostarczyć dokumenty. Jacek dodaje: – "Dajcie spokój panowie, przecież Włodzimierz Olewnik to wasz sponsor, a wy się czepiacie." Bo wiedział, że firma ojca Krzysztofa zafundowała policji lustro weneckie i specjalistyczne elementy wyposażenia samochodów służbowych.
– Wyszło trochę na to, jakby Jacek podał się za Krzysztofa. Ci policjanci poczuli się urażeni, powiadomili komendę i sprawa zrobiła się nieprzyjemna – wspomina Danuta, a ojciec jej potakuje. Żeby jakoś to załagodzić, przystał na propozycję znajomego policjanta, niemal przyjaciela domu, że w jego imieniu zaprosi obrażonych funkcjonariuszy i wspólnie ich udobruchają. Bo po co komu takie kwasy?
(czytaj dalej)